O mnie

Jestem matematykiem, który nie oszukał przeznaczenia...

Matematyk nie tylko z wykształcenia, ale także z serca. Uczę matmy od 10 lat, zaczynając już na studiach. Nauczycielem pełnoprawnym jestem od 4 lat.

 

Krótka historia jak zostałam matematykiem

Kilkumiesięczna ja, siegająca po książke z matematyki. Podobno nie był to jednorazowy przypadek 😉

Od dziecka nie miałam problemu z matematyką. Może wielkiej miłości nie było, ale głowę miałam zawsze ukierunkowaną na przedmioty ścisłe. Potem przyszło załamanie…

Jako uczennica gimnazjum, Królowej Nauk szczerze nie znosiłam i to nie dlatego, że jej nie umiałam. Miałam konflikt z nauczycielem, który sprawił, że przestałam wierzyć w swoje możliwości, a sam przedmiot stał się dla mnie złem koniecznym. 

Dzisiaj, z perspektywy czasu, doceniam to doświadczenie. Łatwiej mi zrozumieć uczniów, którzy mają awersję do przedmiotu z przeróżnych powodów.

W liceum, nastąpił zwrot o 180 stopni. Poszłam na profil językowy, ale w drugiej klasie poczułam, że matmę mam w sercu. Nie ukrywam, że duża tym była rola nauczycielki.

Więc mogę powiedzieć, że nauczyciele mi coś zabrali, ale też dali.

Celem była dla mnie matematyka i matura rozszerzona.  W 9 miesięcy musiałam nadrobić materiał z rozszerzenia. Przez ten czas przygotowywałam się pod okiem świetnego korepetytora, który do dnia dzisiejszego jest moim Guru 🙂

Ale ciągłe miałam wątpliwości czy na pewno to dobry kierunek…

Wtedy była pierwsza próba oszukania przeznaczenia. Wybrałam studia na politechnice. Ale po pół roku wiedziałam, że to nie to i wtedy zdecydowałam, że próbuje i składam papiery na matematykę.

Pomimo tego, że na studiach udzielałam korepetycji, to nie wiązałam z nauczaniem swojej przyszłości i po studniach przez kilka lat pracowałam w finansach. Tu była druga próba oszukania przeznaczenia. Trzeciej nie było… 

Serce wygrało i dzisiaj jestem pełnoprawnym nauczycielem. 

Moim głównym celem jest zmiana postrzegania przedmiotu – matematyka nie jest złem koniecznym, ale pięknym sposobem na zrozumienie świata i rozwinięcie logicznego myślenia – w końcu takie powinno być jej zadanie. 

W swojej pracy stosuje kilka zasad, które, możemy inaczej określić jako mój sposób pracy.

1. Nauka na błędach

Popełnianie błędów jest jednym z najważniejszych elementów skutecznego uczenia się matematyki. 

Pozwalam uczniom popełniać błędy, jednocześnie cały czas kontrolując ich pracę. 

W szkole stosuje dość niecodzienną metodę, kiedy celowo pokazuje uczniom rozwiązanie z błędem i czekam na moment w którym ktoś się zorientuje. Jest to doskonały okazja dla mnie, aby zobaczyć samodzielną pracę i sposób myślenia. 

Jeśli uczniowie sami błędu nie zauważą, to mam gwarancję, że taka sytuacja utkwi im w głowie na dłużej niż zwykłe, bezproblemowe rozwiązanie. 

2. Każde pytanie jest ważne

Nie ma głupich pytań w matematyce. 

Powtarzam uczniom, że jeśli chcą się czegoś nauczyć to muszą pytać. Poprzez zadawanie pytań uczymy się bardziej efektywnie, oraz pozwalamy sobie na głębokie zrozumienie problemu. Już sam proces formułowania pytania może być bardzo pomocny w nauce. 

Lekcji nie prowadzę dla siebie, prowadzę dla innych. Mogę powtarzać coś nawet po kilka razy – najważniejsze żeby uczeń zrozumiał i miał pewność, że może pytać. 

3. Nie ma skutecznej nauki bez cierpliwości

Aspekt cierpliwości dotyczy zarówno mnie, jako nauczyciela, ale także, a może nawet przede wszystkim – uczniów. 

Uczeń powinien mieć cierpliwość do przedmiotu i do siebie samego. W zdecydowanej większości przypadków matematyka „nie przychodzi” sama i od razu do ucznia. Potrzeba czasu. Jeśli coś nie wychodzi za pierwszym, drugim czy nawet trzecim razem, musimy próbować dalej. 

Dobrze wiem, że to kłóci się z funkcjonowaniem młodego pokolenia, które musi mieć efekty od razu, ale niestety nie mamy innego złotego środka na to. 

4. Matematyka kocha powtarzalość

Wiem, wiem. Coś czego większość nie lubi, a chyba każdy uczeń słyszał. 

Obecnie niewielki procent ludzi potrafi po jednym przykładzie pokazowym rozwiązać resztę samodzielnie. Mam tutaj na myśli zadanie identyczne, jak i takie, które bazują na pewnym zbiorze informacji i wymagają analizy oraz samodzielnej konstrukcji rozwiązania. Powtarzalność jest niezwykle istotna. Dlatego jako nauczyciel mam dużym problem z brakiem zadań domowych. Nie zrozumcie mnie źle – nigdy nie byłam fanką dużej ilości zadań, ale uważam, że błędem było wycofanie zadań z takiego przedmiotu jak matematyka. W mojej ocenie najważniejsze jest aby robić jeden, dwa przykłady, które pod względem czasu zajmą do 15 minut, ale powtarzać czynność codziennie lub co dwa dni. 

Mięsień nieużywany zanika. Tak samo jest z mózgiem – jeśli czegoś nie używamy na co dzień –  umiejętności, zdolności – to po czasie zapomnimy. Najlepszym przykładem jest nauka języka.  W szkole ktoś uczył się języka niemieckiego, nawet na poziomie rozszerzonym. Przez lata edukacji umiał się posługiwać tym językiem, jednak po skończonej szkole nie miał z nim styczności i okazało się, że w bardzo krótkim czasie wiedza „uciekła z głowy”. Oczywiście, zazwyczaj pamiętamy jakieś proste elementy czy podstawy podstaw, ale z efektywnym wykorzystaniem wiedzy/umiejętności będzie już problem. 

5. Podejście indywidualne

Każdy nauczyciel/korepetytor powtarza  to wyrażenie jak mantrę. Może niektórzy z Was w to nie wierzą, mają złe doświadczenia, traktują to jak slogan reklamowy. Mi też nie musicie wierzyć, ale patrząc na rozwój naszego społeczeństwa, a głównie na problemy, które zaczynają się kumulować, indywidualne podejście jest podstawą. 

Nie chodzi tutaj o to, że każdego ucznia będę uczyć na indywidualnych przykładach czy będę zmieniać swoją osobowość pod ucznia. Dla mnie, w indywidualnym podejściu, chodzi o poznanie ucznia i przeanalizowanie co działa na daną osobę dobrze. Jaka forma przekazywania wiedzy się sprawdza, czy uczeń potrzebuje przestrzeni mniej czy więcej, czy stresuje się czasem pracy itd. 

Pierwsze kilka godzin korepetycji/lekcji zawsze poświęcam na poznanie i obserwacje uczniów.